Luonto - Melissa Darwood

Podczas trzęsienia ziemi siedemnastoletnia Chloris zostaje uratowana przez monstrualne ptaszysko. Orzeł jest Homanilem - dwudziestoletnim chłopakiem o imieniu Gratus. Zabiera dziewczynę do Luonto - osady, będącej odpowiednikiem biblijnej arki. Homanile żyją pod ludzką postacią, lecz gdy do głosu dochodzą silne emocje, ulegają przemianie w zwierzęta.Między Chloris a Gratusem rodzi się zakazane uczucie. Jaką misję mają do spełnienia Homanile? Czy związek człowieczej dziewczyny z Homanilem ma szansę na przetrwanie?
Koniec świata nadchodzi. Żywioły pragną zemsty. 
A może nic nie jest takie, jakim się wydaje...
Wolisz poznać gorzką prawdę czy upajać się słodkim kłamstwem?

Dziewczynę ratuje monstrualne ptaszysko, a żywioły będą się mścić? Bomba! Gdy tylko przeczytałam opis to się zachwyciłam. Mam małego bzika na punkcie niszczycielskiej siły natury i często zastanawiam się, kiedy przyroda całkowicie się zemści na człowieku. A kiedyś to zrobi, zatem ta książka wydawała mi się idealna dla mnie. Tym bardziej, że lubię i książki i filmy katastroficzne. Liczyłam na świetne paranormal romance w połączeniu z apokalipsą, w którym bohaterowie będą musieli walczyć z siłą natury, a gdzieś tam pomiędzy znajdzie się chwila na romans. Zwyczajnie po przeczytaniu opisu napaliłam się na tę książkę. Uznałam, że ktoś w końcu usatysfakcjonuje tę część mnie, która (niezdrowo?) fascynuje się kataklizmami. I chyba przyznacie mi rację, że miałam do tego prawo po poznaniu opisu, prawda? Może i miałam, gdyby nie dwa ostatnie zdania.

Luonto zaczęło się jak dobre fantasy i z każdą kolejną stroną robiło się ciekawiej i coraz bardziej tajemniczo. Zachodziłam w głowę czym tak naprawdę jest tytułowe Luonto i jak jego mieszkańcy zachowają się w obliczu katastrofy, nie wspominając już o głównej bohaterce, Chloris, która ni stąd ni zowąd musiała poradzić sobie w zupełnie dla niej nowym otoczeniu. Z każdą kolejną stroną wciągałam się coraz bardziej i nawet nie przeszkadzało mi niedojrzałe zachowanie Chloris czy wyśmiewanie się i pogardliwe traktowanie jej osoby przez innych, z powodu jej niewiedzy na różne tematy m.in. ekologii. Przynajmniej tak było na początku, bo później można już szału dostać, gdy po raz kolejny bohaterka jest traktowana jak idiotka, bo czegoś nie wie, a inni wzdychają i rzucają w jej stronę obraźliwe słowa, gdy muszą jej coś wytłumaczyć (serio kochani, części faktów czy informacji nawet ja nie znałam). To stało się strasznie irytujące, ale mimo wszystko początek był udany.

Pierwsza część tej powieści była świetna. Bardzo spodobał mi się wykreowany świat, choć bohaterowie mogliby być bardziej dopracowani. I mimo kilku wad czytało mi się ją z przyjemnością i z wielką ciekawością czekałam na dalszy ciąg. I się wydarzył. Mniej więcej w połowie. Nagle wszystko się zmieniło, a ja zachodziłam w głowę, w jakiż to magiczny sposób wzięłam do ręki inną książkę. Bo tak się właśnie czułam, jakbym nagle zaczęła czytać coś zupełnie innego. Zmieniło się miejsce akcji, pojawiały się coraz to nowsze informacje i wszystko zaczęło się tak plątać, że aż zgłupiałam. Dosłownie, nie wiedziałam co się dzieje. To było tak kuriozalne, tak niespodziewane i niedorzeczne, że aż do tej pory nie potrafię zrozumieć tego zabiegu. A moje zgłupienie zmieniło się w złość, bo jak można było popsuć tak dobrą historię?!

Czytałam ją dalej mając nadzieję na kolejny zwrot akcji, który sprawi, że wszystko wróci na swoje miejsce, a ja nadal będę delektowała się Homanilami i ich światem. A tu nic. Im dalej w tekst tym było gorzej. Wątek za wątkiem. Gmatwanie za gmatwaniem. Akcja w pewnym momencie mknie w zatrważającym tempie, że aż zastanawiałam się, jak to w ogóle możliwe. Chaos, jeden wielki chaos. W pewnym momencie już nie wiedziałam, kto, co i jak. I nagle koniec, który jedyne, co we mnie wywołał to wielki śmiech. Ja już się nawet nie denerwowałam, bo to było tak dziwaczne i śmieszne, że do tej pory na wspomnienie tej zmiany i zakończenia nie mogę przestać kręcić głową. 


Zauważyłam, że wiele osób zachwyca się pomysłem i nieszablonowością powieści, ale ja nie jestem w stanie tego zrobić. Choć bardzo nad tym ubolewam to książka mi się nie podobała. A może inaczej. Podobał mi się opis i pierwsza część, gdy wydarzenia rozgrywały się w Luonto. Niestety potem nastąpiło dla mnie jedno wielkie rozczarowanie. Ta nagła zmiana akcji kompletnie wybiła mnie z rytmu i sprawiła, że nie potrafiłam już tak bardzo wczuć się w treść, bo przez długi czas czułam się po prostu oszukana. I to nie jest tak, że nie rozumiem założenia, pomysłu i samych chęci, bo rozumiem, ale skoro mam oceniać całość to tak właśnie robię i wychodzi na to, że to nie moja bajka. Nadal niepotrafię zrozumieć, po co w takim razie była ta pierwsza część. 

Liczyłam na dobre fantasy, niewinne paranormal romance i zatrważające apokaliptyczne opisy, ale niestety otrzymałam coś, co mimo, iż początkowo wzbudziło moje zainteresowanie to niestety zakończyło się niepowodzeniem. Sama nawet nie wiem, czym tak naprawdę jest ta książka. Niby początkowo wyglądała na fantasy, potem pojawiło się coś na wzór romansu, a następnie zmieniła się w kryminał (?) oraz dramat by na końcu stać się powieścią katastroficzną. Za dużo tego wszystkiego. Właściwie to takie "wszystko i nic". Być może książka może komuś dać do myślenia, ale cóż... Gdzieś, prawdopodobnie na blogu, przeczytałam, że to chora mrzonka szalonego ekologa i coś w tym jest. Nie, dziękuję.

Niestety nie jestem w stanie polecić Wam tej książki. Chyba sami musicie się przekonać czy spodoba Wam się i książka i styl pisania autorki. Ja kilka lat temu czytałam Laristę pani Darwood, ale też nie byłam z niej zadowolona. Myślałam, że może to wina fabuły i samej historii, która mnie wtedy nie wciągnęła, ale widocznie to nie jest autorka dla mnie. Ale przynajmniej już wiem.

8 komentarzy:

  1. Dziękuję! Chyba tylko my dwie mamy takie odczucia po tej książce. Gdy opublikowałam u siebie recenzję wiele osób się ze mną nie zgodziło, a potem zaczęłam widzieć pełno zachwytów nad tą książką... Byłam zakochana w początku, nie mogłam się oderwać, ale ten zwrot w połowie to kompletne niedopowiedzenie... Przykre, bo mogła być super powieść.
    PS: Na koniec też się roześmiałam, bo już nie wiedziałam co innego zrobić :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja to strasznie żałuję, że ta książka okazała się takim rozczarowaniem. Tym bardziej, że tak dobrze się zapowiadała. No, ale ta zmiana...ach...aż mu już szkoda słów. :(

      Usuń
  2. Wolałabym przeczytać, że pierwsza część była słaba, a później zrobiło się genialnie :P Zamierzam po nią sięgnąć, bo zaciekawiła mnie okładką i opisem. Czytałam dwie recenzje tej książki, wcześniej pozytywną, teraz negatywną, no i muszę jednak sprawdzić sama... Może mi się ten chaos spodoba, a jak nie, to będę wiedziała kogo na przyszłość słuchać :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też bym tak wolała. :D
      Próbuj, bo może akurat ci się spodoba. :)

      Usuń
  3. Już się bałam, że bohaterowie uświadomili sobie, że apokalipsa to tylko sen i wrócili do liceum XD Jak tylko zobaczyłam nazwisko autorki, wiedziałam, że powinnam się wstrzymać ;) Widać dobrze zrobiłam.
    Pozdrawiam Zakładka do Przyszłości

    OdpowiedzUsuń
  4. Wow, świetna recenzja! Jestem ciekawa tej książki - również uważam, że natura kiedyś się zemsci na człowieku, że ją niszczymy :(
    A czy znasz już ksiązkę "Zatrzymać dzień" ? Planujesz może jej recenzję?
    Jestem ciekawa Twojej opinii.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Mi też nie za bardzo przypadła do gustu ta druga część książki, ale chyba taki jej "urok"...

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetna recenzja, chyba skuszę się do przeczytania tej książki :)

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.