Bez uczuć - Mia Sherdian

Nieszczęśliwa miłość do Lydii odebrała Broganowi wszystko. Ciężko zraniony staje się wyrachowany i skupia się na swoim biznesie i na zemście. Bo miłość wcale nie jest cierpliwa ani łaskawa.
Życie Lydii wyglądało kiedyś zupełnie inaczej – była bogata, bezpieczna i kochana. Teraz fortuna się od niej odwróciła. Rodzinna firma znalazła się na skraju bankructwa, lecz Lydia zrobi wszytko, by ją uratować. Gdy na jaw stopniowo wychodzą tajemnice jej bliskich, dziewczyna odkrywa, że niebezpieczeństwo może grozić także jej. Nie przypuszcza jednak, że największy cios padnie z najmniej spodziewanej strony...
Czy w sercach Lydii i Brogana na nowo zakwitnie miłość, chociaż wybrali życie bez uczuć?

Nikt z nas nie chce mieć złamanego serca. Ostatnią naszą myślą, zakochując się, jest pokruszone serce na miliony kawałków. Niestety czasem zdarzają się sytuacje, nie zawsze od nas zależne, w których nie jesteśmy w stanie obronić się przez zranieniem, bo głowa co innego, a serce zupełnie co innego. I wtedy boli wszystko, każde zakończenie nerwowe, nawet każdy włosek na ciele, a przyszłość maluje nam się w ciemnych barwach.

Znacie ten okres złamanego serca, prawda? Zatem dobrze wiecie jaki ogarnia nas ból, smutek, ile łez wylewamy, ile złych i okrutnych myśli o sobie samych i innych pojawia się wtedy w naszej głowie, nierzadko zamykając nas na cały świat. A potem pojawia się ona, złość. Złość tego rodzaju, która potrafi zaćmić nam umysł i sprawić, że nasze myśli, pragnienia wędrują w coraz to mroczniejsze strony. Bo od miłości do nienawiści jeden krok, czyż nie? Właśnie taka sytuacja przydarza się naszym głównym bohaterom, a w szczególności Broganowi, który od miłości swojego życia dostał najmocniejszy cios zmieniający całe jego życie. Choć trzeba przyznać, że i Lydia nie miała potem łatwo, mimo tego, że to poniekąd od niej i przez jej głupotę zaczęła się kręcić spirala nienawiści. Spirala, która doprowadza do cierpienia wielu osób. 

Bez uczuć to emocjonalny rollercoaster zabierający czytelnika w przejażdżkę pełną rozmaitych uczuć i emocji, która pokazuje mu jak niewielka granica dzieli miłość od nienawiści. Chwilami to jazda bez trzymanki, która wzbudza strach, ogromne napięcie, ekscytację, satysfakcję, śmiech i łzy wzruszenia. A wszystko to dzięki Mii, która ma dar do tworzenia niezapomnianych historii. I właśnie taką historią - piękną, poruszającą, intrygującą, pełną emocji - jest opowieść o zranionym chłopaku imieniem Brogan, którego jedynym celem jest zniszczenie, w imię zemsty, jego pierwszej miłości poprzez odebranie jej rodzinie wszystkiego, co kiedykolwiek posiadała, oraz o dziewczynie, Lydii, która miała wszystko by poprzez jedną, głupią, nieprzemyślaną decyzję zostać z niczym. 

 
Na wielki plus zasługuje kreacja bohaterów, również tych drugoplanowych (rodzeństwo głównych bohaterów). Zarówno Brogan, jak i Lydia idealnie pokazują, że są tylko ludźmi, którymi kierują liczne emocje, zarówno te pozytywne, jak i negatywne, nad którymi ciężko jest zapanować. Nie są ani doskonali ani pozbawieni wad, a w wielu momentach pokazują ile potrzeba siły i determinacji by dotrzeć do upragnionego celu. Dla mnie byli autentyczni, podobnie jak uczucie pomiędzy nimi, które przeobrażało się powoli i bez chaosu, a które to napotkało wiele przeszkód i trudności. Ta ich niełatwa droga do spełnienia marzeń, celów i, co najważniejsze, wybaczenia nadała smaczku tej powieści. Ogromnie spodobało mi się to, że Mia nie rzucała postaciom łatwych rozwiązań, tylko wręcz przeciwnie, stara się by musieli zawalczyć o swoje. 

W Bez uczuć Mia Sheridan zabiera nas w niezwykłą podróż, podczas której poznajemy co to nienawiść, chęć zemsty, złość, utrata, cierpienie, brak nadziei i moc wybaczania sobie i innym, by na końcu zrozumieć, że każdy zasługuje na drugą szansę. Tylko trzeba umiejętnie ją wykorzystać.

Motyw od miłości do nienawiści (i z powrotem) pojawia nam się w wielu powieściach i jest on intrygujący, ale tylko wtedy, gdy zostanie dobrze poprowadzony, a niestety nie każdy autor potrafi logicznie, sensownie i bez naciągania wyjaśnić postępowanie takie czy inne głównego bohatera. Tu na szczęście Mia bardzo umiejętnie podeszła do tego tematu, ani za delikatnie ani z przesadą. Dla mnie wszystko ładnie scalało się w całość, bo nie miałam żadnego problemu ze zrozumieniem postępowania bohaterów czy podejmowanych przez nich decyzji. Wszystko, co działo się pomiędzy nimi dało się sensownie wyjaśnić.

Mia Sherdian po raz kolejny pokazuje, że miłość ma różne oblicza i potrafi być szczera, wzniosła, cudowna, lojalna, skłonna do poświęceń, ale i mydląca oczy, przepełniona żalem, cierpieniem oraz nienawiścią. A jej Bez uczuć to przezabawne dialogi, wartościowe myśli i rozważania, świetnie wykreowane postaci, łamiące serca sceny i emocje wylewające się z każdej strony.
 
Wiem, że pojawią się przeróżne opinie o Bez uczuć. Po prostu to wiem, bo trzeba przyznać, że nie jest ona pozbawiona wad. Na upartego dopatrzyć można się w niej kilku niedociągnięć, powielonych schematów, zbyt licznego słodzenia, a fabuła nie zawsze zaskakuje, ale... No właśnie, mnie się ona podobała pomimo tego. Nie irytowała mnie, nie nudziła i mi się nie dłużyła. Gdyby nie praca to byłaby to książka na jeden dzień, bo z wielką niechęcią odkładałam ją na bok i zajmowałam się innymi obowiązkami. Ogromnie przyjemnie śledziło mi się losy bohaterów i powiem tak, że w przyszłości jeszcze do niej wrócę, bo będzie warto ją sobie jeszcze raz przeczytać. Tak jak i pozostałe książki Mii. 

Po raz kolejny nie zawiodłam się na Mii Sheridan. Mam nadzieję, że wy również się nie zawiedziecie!

Od miłości do nienawiści jeden krok, w drugą stronę tak samo. ;)

6 komentarzy:

  1. Często słyszałam o tej autorce, ale nie czytałam jeszcze ani jednej jej książki. Która jest najlepsza? Którą byś poleciła na początek?
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej Asiu! Na początek "Bez słów", bo jest najlepsza. Zdecydowanie. :)

      Usuń
    2. "Bez słów" ❣

      Usuń
  2. Również nie czytałam żadnej powieści tej Autorki, jednak z każdą kolejną powieścią coraz bardziej mnie intryguje :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie spotkałam się jeszcze z tą autorką, ale kto wie! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak dla mnie końcówka już właśnie "trochę" przesłodzona, ale nie ujmuje to całości :)

    Pozdrawiam
    ver-reads.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.